Aver_xx•

Patriarchat
Ojciec alkoholik
Zachowania ''męskie''
Mizoginia

Tez macie wrażenie, że ten tekst wygenerował czat GPT? ;d

31
KondonoZaorać to wszystko i zasiać owies•

MENSZCZYŚNI ŹLI, POWTARZAM: MENSZCZYŹNI ŹLI!

​

Rozumiesz incelu?

​

Jak bardzo załosną istotką trzeba być aby wypisywać takie wysrywy xD

22
dontslappanda:cieszyn: Cieszyn•

Co sądzisz o opini że należy zaorać wszystko i zasiać żyto?

1†
KondonoZaorać to wszystko i zasiać owies•

Ostatnio skłaniam się bardziej ku rdestowi

10
dontslappanda:cieszyn: Cieszyn•

Widać że koneser

8
ShinyBronzeArse•

Uważam, że jest błędna. Należy zasiać łubin

2†
elchupacabrone:radom: Chędożony pedalarz radomski. •

Łubin na gnojówkę przed żytem.

1
ImaginaryWall840•

ale ma rację przecież

1
ShinyBronzeArse•

O, kolejny pizduś, któremu się wydaje że jeśli wystarczająco się będzie samobiczował i publicznie złoży samokrytykę swojej męskości to zostanie honorowym feministą.

17
NeFuOP•

W sumie to ciekawe że tylko tyle w tym tekście zobaczyłeś. Bo autor krytykuje pewne cechy które mu przeszkadzały być sobą. Cechy które własnie utożsamiał z byciem prawdziwym facetem, a które wpoił mu ojciec i kultura.

Czyli co model żuć pszczoły, cierpieć w milczeniu, a jak nie wyjdzie w życiu to sznur jest twoim zdaniem okej? Bo wtedy nie pizduś?

4†
ShinyBronzeArse•

Czyli co model żuć pszczoły, cierpieć w milczeniu, a jak nie wyjdzie w życiu to sznur jest twoim zdaniem okej?

Rób co ci się podoba.

14
NeFuOP•

Czyli zdania na ten temat nie masz?

-9
ShinyBronzeArse•

Nie, na temat twojego życia zdania nie mam.

12
SzczurWroclawia•

Bo autor krytykuje pewne cechy które mu przeszkadzały być sobą. Cechy które własnie utożsamiał z byciem prawdziwym facetem, a które wpoił mu ojciec i kultura.

Autor naprawdę nie jest bardziej odkrywczy niż na przykład John Stoltenberg, który uważa, że każda męskość jest toksyczna i nie istnieje pojęcie nietoksycznej, pozytywnej męskości, tak jak nie istnieje zdrowy nowotwór.

Ba, Stoltenberg uważa wręcz, że nie istnieje coś takiego jak "męskość" czy "pozytywne cechy męskości" – twierdzi bowiem, że każda cecha, o której możemy powiedzieć, że jest pozytywną cechą męską, jest po prostu cechą dobrej osoby, która płci mieć nie musi, a sama "męskość" to tożsamość, która wywodzi się z walki, kontestacji i z opozycji wobec tego, co postrzeganą męskością nie jest.

Problem w tym, że nasz autor mógłby przytoczyć po prostu parę 40-letnich cytatów ze Stoltenberga i zamknąć cały wywód na tym etapie – ale on poświęca tysiące słów po to, żeby przeprowadzić czytelników przez cały proces odkrywania siebie i swojego podejścia do męskości, a następnie doprowadza nas do konkluzji, że po przeczytaniu wielu feministycznych autorek doszedł do wniosku, że prawdziwa męskość jest wtedy, kiedy rezygnuje się z tego, co jest uważane za męskie i słucha się tego, co mówią kobiety.

(Jednocześnie pisząc o "nadrzędnym prawie do wielopłaszczyznowej dominacji" – co jest w tym kontekście tym bardziej śmieszne. Myślałem, że z tego nurtu myślenia wyszliśmy jakieś 30 lat temu, ale nie wiem – może coś przespałem…)

Nie wynika z tego tak naprawdę nic dla czytelnika – zwłaszcza takiego, który sam zmaga się ze swoją tożsamością i identyfikacją siebie. Biorąc pod uwagę współczesny krajobraz zwłaszcza, takim podejściem – podejściem do prawdziwej męskości jako rezygnacji z czegokolwiek tradycyjnie uważanego za męskie i męskości jako wsłuchanie się w głosy kobiet – nie przekona nikogo. Bo nie jest w żadnym wypadku pozytywnym wzorcem. Mówi po prostu, że męskość jest zła, a jedyna dobra męskość to męskość, której nie ma, której nie widać, która nie jest w żaden sposób wyrażana.

7
dontslappanda:cieszyn: Cieszyn•

Akurat autor ma zbiór ciekawych przemyśleń możesz się z nim nie zgadzać ale warto pomyśleć o toksycznym wpływie męskości niektórych panów na mężczyzn szczególnie tych młodszych

-6†
ShinyBronzeArse•

Oh nie, znowu ta straszna toksyczna męskość. Drodzy mężczyźni, kiedy w końcu zrozumiecie, że jesteście tylko niezbyt udanymi kobietami i wszystko co robicie inaczej niż kobiety jest toksyczne?

18
Lushac•

Kiedy mężczyzna chce być silny i niezależny: toksyczna męskość

Kiedy kobieta chce być silna i niezależna: kobieta nowej ery, you go girl!!

13
Haradrim9•

Jeśli jesteś szczery z innymi dyskutującymi tutaj i z samym sobą to proszę, idź i wyszukaj termin "toksyczna męskość" i poczytaj absolutnie jakąkolwiek minimalną ilość tekstu wyjaśniającego, co on właściwie oznacza.

-11
dontslappanda:cieszyn: Cieszyn•

Kiedyś zrozumiesz

-17
heaven-research•

Fajny seksizm mordo

12
CogitoXPzwykły zajadacz chleba•

"Z pamiętnika incela"

11
Pola2020•

W pozostałych książkach chłopięcy świat obfitował w niesamowite przygody, z których dzielni bohaterowie, nieodmiennie radośni posiadacze siusiaków,

Niby taki postępowy, pro-feministyczny test a jednak autor prezentuje się jako TERF xD

7
zynmu•

W moim przekonaniu autor mylnie utożsamia "męskość" z "mój ojciec". Cały artykuł to rant na to, że nie lubi swojego ojca, któremu osobiście od serca współczuję.

Z tekstu wyłania się obraz przepracowanego, zestresowanego i niedocenionego człowieka, co do którego sam autor przyznaje "wierzę (...), że był dla nas lepszym ojcem niż jego ojciec dla niego". Mimo to postanowił napisać tekst na 14 stron A4 o tym, jak bardzo jest zjebany. Nic tylko pozazdrościć syna.

7
breed_eater•

Jak traktować poważnie tekst gościa,który narzeka, że w książkach jest za dużo "gości z siusiakami"? XD

6
Jan_Pawel2:pirat: Arrr!•

Trochę strachłem, że jestem takim wycofanym męskim mężczyzną dla swojego syna. Jedyny sukces to przerwany alkoholizm dziedziczny.

4
SantaMike:katowice: Katowice•

IMO takie tam pitolenie 4/10 szkoda czasu, ale tutaj:

Mój ojciec był ofiarą jeszcze bardziej skrajnego, wiejskiego, powojennego i PGR-owskiego patriarchatu, w ramach którego wobec dzieci stosowało się zimny chów, traktowało się je jak element gospodarstwa, chociaż z większą czułością opowiadano o kozie, która odprowadzała babcię na przystanek i czekała na jej powrót, niż o harcach dziatwy. To było odkrycie, za późne i ostatecznie niewiele znaczące, ale w swojej naiwności wierzę nie tylko w to, że był dla nas lepszym ojcem niż jego ojciec dla niego, ale też że gdzieś na końcu tego ojcowsko-synowskiego łańcucha znajdzie się szczęśliwy chłopiec, który musi się zmagać tylko ze sobą, a nie z całym bagażem rodzinnych traum i przeskalowanej, archaicznej męskości.

autor był bardzo blisko faktycznie wartościowych spostrzeżeń.

3†
Asmoy6•

To nie jest taki tekst że można się z nim zgadzać lub nie zgadzać, to są osobiste przemyślenia autora na temat siebie samego... Aż zaskoczony jestem że co jak co ale ten sub akurat nie dał rady unieść tego tekstu, chyba takie trochę uderz w stół. Każdy może sobie żyć jak chce byle nie narzucać nic drugiemu człowiekowi, ale żeby się zesrać nienawiścią pod takim tekstem? Trochę lol

1
[deleted]•

[removed]

-2†
Polska-ModTeamMOD•

Twój post/komentarz został usunięty z następujących powodów:

Zasady r/Polska

§ 7. Ataki osobiste na innych użytkowników

Na subreddicie zabronione są: agresja słowna, inwektywy, chamstwo i prowadzenie nagonki wymierzone w innych użytkowników subreddita oraz pojedynczych użytkowników reddita.

Jeśli uważasz, że został on niesłusznie usunięty i ta sytuacja nie jest opisana na Wiki, skontakuj się z moderatorami, a w treści dodaj link do usuniętej rzeczy.

1
NeFuOP•

Polecę dość ciekawe przemyślenia autora w dość ostatnio popularnym temacie męskości i poczucia odrzucenia młodych facetów. Szkoda że są ubrane w dość swoisty "liryczny" język(autor to poeta] i przez to mało moim zdaniem przystępne. Nie ze wszystkim się zgodzę, ale też i trudno nie zauważyć że to jego osobiste przemyślenia, choć z pewnymi niedopowiedzeniami.

Notabene dodam że Tygodnik Powszechny czasem mnie zaskakuje tekstami.

-10
NeFuOP•

u/SzczurWroclawia

Odkrywczy nie jest(mało co na świecie czy na tym subie jest), ale bardziej osadzony w rodzimej, a więc nieco innej rzeczywistości, już tak. No i nie wiem skąd wniosek że autor twierdzi, że każdy przejaw męskości jest zły, skoro przytacza bardzo konkretne przykłady. I nawet nie tyle odmawia im wszystkim męskości co bardziej jest rozgoryczony o to, że ich nie spełniał. Jak strach przed byciem kierowcą, którym jednak chciałby zostać.

Czytaj kujon, słaby z WF, nie interesujący się autami, a w prozie czyta o kimś kim wpż nie jest. I ojca z którym nie umiał znaleźć wspólnego języka. To raczej dość dobrze pokazane zjawisko z którym stykają się młode i wrażliwe chłopaki. A muszą się zmierzyć z byciem pewnego rodzaju outsiderem wobec oczekiwań społecznych. Nie widzę w tym opisie, jak mniemam jego swoistej autobiografii, wielkiego wpływu feministycznych autorek. To były po prostu jego autentyczne i jak mogę się domyśleć złe doświadczenia z tym co zostało mu pokazane jako męskie.

Jeśli już to autor je w pewnym momencie odkrył jako swoiste remedium, z czym się nie zgadzam, ale co jest dla mnie zrozumiałe jako odreagowanie. Bo skoro u Londona, Dumasa czy Szklarskiego czytał o tym kim wpż nie był, to nic dziwnego że zachwycił się feministyczną narracją, że to było złe. Zresztą sam to przyznaje(i moim zdaniem to nie jest dobre, ale przecież nie o moją ocenę tu chodzi):

Dostrzegłszy raz, jakim mężczyzną nie chcę się stać, robiłem wszystko na odwrót.

No i tak na prawdę nie wiem czy ma coś z tego wynikać, jakaś recepta na męskość. Raczej jakie doświadczenia z męskością doprowadziły, go do jakiego miejsca. Jeśli wolisz, to upraszczając - jak niespełnianie wzorców(które utożsamiał z byciem prawdziwym facetem), wpędziło go w białorycerza, zamiast w incela. "Pieszczotliwie" nazywanego tu na subie "pizdusiem", co świetnie pokazuje że problem z szufladkowaniem męskości i pogardą jest jednak spory. I to niezależnie od tego do której będziemy ją wkładać i jaka grupa to robi.

Szkoda że tak mało dyskusji a dużo wdółgłosów bo się nie zgadzam czy wręcz chęci pojechania po mnie.

1
SzczurWroclawia•

No i nie wiem skąd wniosek że autor twierdzi, że każdy przejaw męskości jest zły, skoro przytacza bardzo konkretne przykłady. I nawet nie tyle odmawia im wszystkim męskości co bardziej jest rozgoryczony o to, że ich nie spełniał.

Ze słów własnych autora.

Zacząłem czytać kobiety, masowo, zwłaszcza coraz popularniejsze eseistki, jak wspominane Solnit i hooks, Emilie Pine czy Maggie Nelson, zachwyciłem się cyklem Ali Smith i mistrzowskimi czytadłami Sally Rooney, i zdałem sobie sprawę, że prawdziwa męskość, taka, która jest mi w naturalny sposób najbliższa, jest czymś skierowanym do wewnątrz: nie jest nastawiona na podziw i uznanie, ale pozostaje świadomym byciem w świecie przepełnionym nierównością, niesprawiedliwością i przemocą wobec kobiet. Tylko wsłuchując się w ich głos i bez strachu rezygnując z własnego nadrzędnego prawa do wielopłaszczyznowej dominacji jest się najbardziej męskim.

Zwróć uwagę – nie "męskość, którą uważam za najlepszą dla siebie" czy "męskość, którą znalazłem" – tam pada jasno, że to prawdziwa męskość, że tylko w taki sposób jest się najbardziej męskim.

Każdy inny rodzaj męskości jest agresywny, gniewny, pełen złości, dążący do dominacji, próbujący niszczyć to, co jest słabe. Przez cały swój wywód autor nie opisuje ani jednego pozytywnego wzorca – w szkole poczucie wyższości wobec słabszych i kobiet, potem bunt i obwinianie kobiet za męską niedolę, potem cierpienie po cichu, emocjonalne wycofanie, złość, agresja, krzyki, alkoholizm… Nawet wzorce, które pozornie chwali, nie wydają się pozytywne – "ich moralny kompas zawsze wskazuje północ, a za pazuchą noszą zaostrzony nóż" ;)

Na tym polega cały problem – ta męskość zła, tamta zła, siamta zła, ta zbyt agresywna, ta zbyt gniewna, ta stawia się w opozycji do kobiecości. W końcu dochodzimy do pointy całego wywodu, z której wynika, że prawdziwa męskość jest wtedy, kiedy mężczyzna rezygnuje z tej całej tradycyjnej męskości, a zamiast tego skupia się na kobietach i ich cierpieniu w patriarchalnym świecie.

Innymi słowy – prawdziwa męskość jest wtedy, gdy jej nie ma. I to jest najlepsza męskość.

Jednocześnie na Stoltenbergową modłę nie pojawia się nigdzie żaden pozytywny wzorzec męski, a nawet żadna pozytywna cecha męskości – zupełnie tak, jakby autor bał się w ogóle wypowiedzieć takie słowa albo jakby takie zjawisko w świecie autora nigdy nie istniało. Męskość u autora zawsze jest wybrakowana, zawsze jest antagonistyczna, stoi w opozycji wobec czegoś. W końcu sam postanowił stanąć w opozycji wobec męskości i sprawić, żeby była empatyczna, subtelna i uczuciowa – ale nawet to było dla niego wybrakowane, bo nie patrzył na świat oczami kobiet. Dopiero patrząc na świat oczami kobiet doszedł do prawdziwej męskości, która polega na tym, że widzi się cierpienie kobiet i nie dąży się do męskości.

Zabawnym wnioskiem, który można z tego wyciągnąć jest to, że pomimo całego tego swojego rozwoju i poszukiwań, autor nadal definiuje męskość w opozycji do kobiecości – bez kobiet i ich cierpienia w patriarchalnym świecie, autor byłby znów w punkcie wyjścia, nie mając żadnej definicji męskości. ;)

Jak strach przed byciem kierowcą, którym jednak chciałby zostać.

Rzecz w tym, że to nie jest problem z męskością, tylko problem z byciem dorosłym dzieckiem alkoholika i tyrana. Autor jest naprawdę blisko naprawdę dobrego wniosku, kiedy mówi o zimnym wychowie w PGRze i o tym, że naiwnie wierzy, że jego ojciec był dla niego lepszym ojcem niż ten, którego sam miał, a na końcu tego łańcucha gdzieś będzie szczęśliwy syn. Bo tak – jego dziadka prawdopodobnie wychował pradziadek, który przeżył wojnę i sam zmagał się z demonami przeszłości, których nikt mu nie pomógł zgładzić, pradziadek też dołożył pewnie swoje i tak dalej. Każdy jest produktem swoich czasów i swojego wychowania, możemy jedynie starać się unikać błędów przeszłości.

Niestety, autor znowu sprowadza ten problem do męskości, tym razem przeskalowanej, archaicznej i milczącej.

To raczej dość dobrze pokazane zjawisko z którym stykają się młode i wrażliwe chłopaki. A muszą się zmierzyć z byciem pewnego rodzaju outsiderem wobec oczekiwań społecznych.

Zgadza się – i mówię o tym od dawna, że w dzisiejszych czasach brakuje, brakuje wręcz bardzo mocno, sensownych wzorców męskości na miarę XXI wieku. Po prostu ich nie ma. W walce z seksizmem, mizoginią, dziadersami i patriarchatem obalamy kolejne klasyczne i tradycyjne wzory męskich bohaterów, krytykujemy przejawy męskości postrzegane jako toksyczne, cały czas powtarzamy, kim mężczyzna ma nie być i jaki ma się nie stać. Jednocześnie w głównym nurcie ze świecą szukać choćby kilku przykładów bohaterów, których można wskazać palcem i powiedzieć młodemu chłopakowi, że to jest dobry wzór męskości.

Raczej jakie doświadczenia z męskością doprowadziły, go do jakiego miejsca. Jeśli wolisz, to upraszczając - jak niespełnianie wzorców(które utożsamiał z byciem prawdziwym facetem), wpędziło go w białorycerza, zamiast w incela.

Właśnie na tym polega problem – że autor widząc wszystkie wzorce, które mu się nie podobały, postanowił tak naprawdę wyrzec się wszystkiego co kojarzył z męskością i nazwał to prawdziwą męskością, jednocześnie twierdząc, że prawdziwa męskość to świadomość cierpienia kobiet, co jest… Przyznam, dość karkołomnym spojrzeniem na ten problem. Jednocześnie choć głosi poglądy, które można wyczytać u radykalnych feministek z lat 80. nie nazywa się feministą, bo – powiedzmy sobie szczerze – gardzi ludźmi, którzy nazywali się tak i jednocześnie okazywali się hipokrytami.

Co mnie bawi najbardziej to to, że przy całej swojej erudycji i tym oczytaniu autor nie był w stanie znaleźć choćby jednego wzorca męskości, który uznałby za coś dla siebie. Rozumiem, że opętany pragnieniem sprawiedliwej zemsty Edmond Dantès może zniechęcać, ale jeśli nie on, to może taki jeden, co mówił o miłowaniu nieprzyjaciół swoich i nadstawianiu drugiego policzka? Też zły wzorzec? ;)

No i tak na prawdę nie wiem czy ma coś z tego wynikać, jakaś recepta na męskość. Raczej jakie doświadczenia z męskością doprowadziły, go do jakiego miejsca.

I tu jest drugi problem – taki, że zagubiony młody chłopak, który będzie szukał jakiegoś rozwiązania na siebie i swoje życie, prędzej wpadnie w pułapkę jakiegoś pajaca, który mu obieca, że nauczy go być męskim. Zwłaszcza gdy z drugiej strony będzie słuchał, że każdy przejaw męskości jest zły i wybrakowany ;)

Szkoda że tak mało dyskusji a dużo wdółgłosów bo się nie zgadzam czy wręcz chęci pojechania po mnie.

Taki już urok tego dyskursu. Trudno się dziwić – masa mężczyzn uważa, że tego typu teksty są na przykład atakiem na męskość samą w sobie czy jej koncepcję ;)

5
NeFuOP•

Zwróć uwagę – nie "męskość, którą uważam za najlepszą dla siebie" czy "męskość, którą znalazłem" – tam pada jasno, że to prawdziwa męskość, że tylko w taki sposób jest się najbardziej męskim.

Trochę śmieszne że pogrubiłeś prawie to co przeczy temu co piszesz. Bo autor przyznaje że chodzi o jego preferencje.

Zacząłem czytać kobiety, masowo, zwłaszcza coraz popularniejsze eseistki, jak wspominane Solnit i hooks, Emilie Pine czy Maggie Nelson, zachwyciłem się cyklem Ali Smith i mistrzowskimi czytadłami Sally Rooney, i zdałem sobie sprawę, że prawdziwa męskość, taka, która jest mi w naturalny sposób najbliższa, jest czymś skierowanym do wewnątrz: nie jest nastawiona na podziw i uznanie, ale pozostaje świadomym byciem w świecie przepełnionym nierównością, niesprawiedliwością i przemocą wobec kobiet. Tylko wsłuchując się w ich głos i bez strachu rezygnując z własnego nadrzędnego prawa do wielopłaszczyznowej dominacji jest się najbardziej męskim.

Oczywiście zgoda, że ta autobiograficzna opowieść nie jest pełna pozytywnych wzorców męskości. Ale jak dla mnie to tylko nadaje jej autentyczności. Cały urok tej historii jest właśnie w tym, że do feminizmu pchnęło go rozgoryczenie tym, że nie potrafił się jako facet odnaleźć. Bo tak po prawdzie to skąd miałby sypać przykładami co w męskościo było fajne, skoro nie czuł się męski? A to co mu się podobało nie było męskie?

Bo to mi się nie zgadza z tym, co choć nie wprost, sugerujesz, tj. że znienawidził pod wpływem feminizmu jakąkolwiek formę męskości. On ją po prostu znienawidził wcześniej. I nawet jeśli jego doświadczenia nie były reprezentatywne czy też podłoże problemów było zupełnie inne, to właśnie archaizm męskości był tym co go pogrzebało. Czytaj brak rozmawiania o problemach emocjonalnych.

Dalej jest oczywiście fascynacja nowym feministycznym światem i trudno się temu dziwić, bo ten dał mu akceptację. Nawet jeśli ułudną i taką która jest dla całej rzeszy facetów nierealna.

Innymi słowy – prawdziwa męskość jest wtedy, gdy jej nie ma. I to jest najlepsza męskość.

Ale to jest właśnie clou tematu. Jeśli weźmiemiemy doświadczernia autora, jako swoistego pariasa, będącego gdzieś na granicy męskości, to czy serio nam potrzebny kolejny model do którego kolejne pokolenia nie będą się w stanie dopasować bo realia się zmienią? Bo jak dla mnie to właśnie tak wychodzi - najlepsza męskość to jej brak. Czytaj żyjesz tak aby ci było fajnie, a nie próbując spełnić jakąś bezsensowną lub wręcz nierealistyczną normę społeczną.

Inaczej zawsze będzie branie kobiecości i tworzenie na jej podstawie wzorca męskiego. Czy to tego prawicowego na zasadzie antykobiecości, jako przejawu siły i opoki która ma na zasadzie przeciwności przyciągnąć. Czy też lewicowego(więc w sumie feministycznego) przepraszania za patriarchat i za to że biologia facetów jednak uczyniła nieco innymi, a co jest skupianiem się na tym co znów czują i myślą o facetach kobiety.

Rzecz w tym, że to nie jest problem z męskością, tylko problem z byciem dorosłym dzieckiem alkoholika i tyrana. Autor jest naprawdę blisko naprawdę dobrego wniosku, kiedy mówi o zimnym wychowie w PGRze i o tym, że naiwnie wierzy, że jego ojciec był dla niego lepszym ojcem niż ten, którego sam miał, a na końcu tego łańcucha gdzieś będzie szczęśliwy syn. Bo tak – jego dziadka prawdopodobnie wychował pradziadek, który przeżył wojnę i sam zmagał się z demonami przeszłości, których nikt mu nie pomógł zgładzić, pradziadek też dołożył pewnie swoje i tak dalej. Każdy jest produktem swoich czasów i swojego wychowania, możemy jedynie starać się unikać błędów przeszłości.

No ale to jest właśnie problem z męskością a raczej jej archaizmami. Za bardzo chcesz się prześliznąć na alkoholizm, tyranię czy zimny chów jako winnych. Ale skąd tyrania, zimny chów czy alkoholizm wzięły? Czy przypadkiem nie z zapijania problemów(bo prawdziwy facet ich nie ma) czy też chowania za agresją włąsnych błędów i demonów wojny?

Bo okej z jednej strony takie były czasy i zrozumiałe jest że dziadek czy ojciec autora nie mogli sobie pójść na terapię czy robić rozkmin nad rolą męskości w wiejskich realiach PRLu. I autor wydaje się to rozumieć. Ale z drugiej strony, to wcale nie zmienia tego, że to były klasyczne "zastępcze terapie męskie" i jednak pewne archaizmy trzeba nazwać po imieniu.

Że są toksyczne(i to dobre określenie, choć mocno zdewaluowana). Nie dla kobiet czy dzieci. Dla samych facetów, którzy zamiast nauczyć się odkorkować emocje i poradzić sobie nimi, wybierają ucieczkę. Bo innej drogi nie znają lub ta wygląda dla otoczenia na zbyt niemęską.

Co mnie bawi najbardziej to to, że przy całej swojej erudycji i tym oczytaniu autor nie był w stanie znaleźć choćby jednego wzorca męskości, który uznałby za coś dla siebie. Rozumiem, że opętany pragnieniem sprawiedliwej zemsty Edmond Dantès może zniechęcać, ale jeśli nie on, to może taki jeden, co mówił o miłowaniu nieprzyjaciół swoich i nadstawianiu drugiego policzka? Też zły wzorzec? ;)

Emocje są moim zdaniem silniejsze niż wiedza. A autor był ich pełen. Więc mnie nie dziwi ani trochę że zza całej jego elokwencji wyziera dziecinny zachwyt cukierkiem. Ale moim zdaniem to tacy jak autor w końcu znajdą właściwą drogę. Bo jak się człowiek przyjrzy swoim emocjom, a co za tym idzie potrzebom, to w końcu dojdzie do dobrych wniosków. Jak wybierze źle to zwyczajnie problem nie zniknie, a szukać rozwiązania już umie.

Zgadza się – i mówię o tym od dawna, że w dzisiejszych czasach brakuje, brakuje wręcz bardzo mocno, sensownych wzorców męskości na miarę XXI wieku. Po prostu ich nie ma. W walce z seksizmem, mizoginią, dziadersami i patriarchatem obalamy kolejne klasyczne i tradycyjne wzory męskich bohaterów, krytykujemy przejawy męskości postrzegane jako toksyczne, cały czas powtarzamy, kim mężczyzna ma nie być i jaki ma się nie stać.

No ale wracając do kwestii budowy nowego wzorca. Zżymasz się na krytykę historycznej męskości, że to wylewanie dziecka z kąpilelą. Zgoda. Ale to moim zdaniem jednak normalna fiksacja.

  1. Zważ że feminizm tak samo zaczął walczyć z modelem matki zajmującej się domem(a na tym urósł #tradwife). Więc to nie jakiś przejaw wojny płci, tylko klasyka wahadła. Oczywiście fajniej by było bez tego, ale gdy druga strona ciągnie w prawo i kijem chce zawrócić bieg czasu, to te niuanse historyczne giną. No i jednak historia ssie dla młodych ludzi.

  2. Łatwo jest wziąć coś i skrytykować(a i jest co) czy znaleźć winnego. Trudniej zbudować. I tu też leży główny problem lewicy, tam nie ma kto budować. Bo feminizm nie rozumie współczesnych facetów. Kompletnie. I to mimo iż generalnie widzi skąd się ich problemy biorą. Już litościwie nie wspomnę, że lewica zwyczajnie się boi wziąć na tapet przywileje kobiet i ich likwidację. Bo jeśli chcemy płacić kobietom wcześniejszą emeryturą, to czy tak na prawdę nie chcemy płacić za akceptację patriarchatu? Żukowskiej by się bezpieczniki chyba przepaliły.

  3. Jak już pisałem wyżej - czy serio potrzeba nam kolejnego wzorca? Ja bym raczej chciał żeby go nie było, a co za tym idzie archaicznych mitów czy nowożytnego wyparcia męskości w tym tej biologicznej.

Bo z jednej strony jest problem brania sobie męskich wzorców z historycznej kultury medialnej i kończymy z wymaganiami nie do spełnienia przez znakomitą większość męskiej populacji(zostań se dziś takim Lewandowskim, to łatwe przecież). Które są podsycane przez internety, a Tinder to pięknie obrazuje. Bo jako Zdzichu ze wschodniej ściany twoim rywalem o wdzięki Kasi nie jest Marian, Janusz i Tomek z okolicy, ale nagle chłopaki z Lublina, Rzeszowa czy Białegostoku.

A z drugiej strony ta nowsza zwyczajnie odrzuca hurtem wszystko to co męskie. I dochodzimy do tego że patrzenie się na kobietę która nam się podoba(a za tym stoi biologia i hormony) to nagle zwyrolstwo i niemal gwałt, choć internety pełne onlyfansów. Że cenne poczucie pewności siebie to zaraz toksyczny przejaw patriarchatu, a wpajana przez lata zaradność owocująca pracowitością to dyskryminacja płacowa. I rzecz jasna te same cechy u kobiet to go girl go! Mnie nie dziwi że dla odmiany ci mniej wrażliwi się tu kompletnie nie odnajdują.


A przecież faceci są różni, będą ci ze spektrum twardzieli, ci pośrodku, oraz ci wrażliwi. I każdy z nich jest normalny i okej. Mało tego szukając partnerki czy partnera trafią na takie same spektrum osobowości i nic nie stoi na przeszkodzie aby tworzyć szczęśliwe związki i mieć potomstwo(choć w przypadku gejów biotechnologia musi jeszcze popracować). I tego bym sobie życzył a nie bezproduktywnego zajmowania się co jest na prawdę męskie a co nie.

1
SzczurWroclawia•

Trochę śmieszne że pogrubiłeś prawie to co przeczy temu co piszesz. Bo autor przyznaje że chodzi o jego preferencje.

W tej chwili dochodzimy do momentu, że albo czytamy zdanie tak, jak jest zapisane, albo staramy się ustalić, co autor miał na myśli. Ze względu na to, że nie jest to wypowiedź nagrana na żywo, jest pełna cytatów i nawiązań do literatury uznaję, że autor napisał to, co napisać chciał.

A napisał, cytuję:

prawdziwa męskość, taka, która jest mi w naturalny sposób najbliższa, jest czymś skierowanym do wewnątrz

Oraz:

Tylko wsłuchując się w ich głos i bez strachu rezygnując z własnego nadrzędnego prawa do wielopłaszczyznowej dominacji jest się najbardziej męskim.

Parafrazując – prawdziwa męskość jest skierowana do wewnątrz, w dodatku jest też przy okazji najbliższa mojemu punktowi widzenia. Wyrzucamy wtrącenie, bo nie ma w tym wypadku znaczenia dla komunikatu. W drugim cytacie autor nie pisze, że będąc czempionem kobiet czuje się najbardziej męskim – on twierdzi, że "jest się" najbardziej męskim – uogólnia.

Wychodzę z założenia, że gdyby opisywał swoją preferencję, napisałby raczej coś w styliu, że po lekturze doszedł do wniosku, że męskość, którą chce zgłębiać i rozwijać dla siebie, jest taka i taka, a dopiero zwracając uwagę na te sprawy czuje się męski.

Myślę, że różnica jest widoczna na pierwszy rzut oka. Z tym drugim bym nie dyskutował – jeśli ktoś czuje się męski w kostiumie Fluttershy z My Little Pony, to kimże ja jestem, żeby mu tego bronić? ;)

Dalej jest oczywiście fascynacja nowym feministycznym światem i trudno się temu dziwić, bo ten dał mu akceptację. Nawet jeśli ułudną i taką która jest dla całej rzeszy facetów nierealna.

Tu pełna zgoda. I zapewne prędzej czy później autor przeżyje srogi zawód, gdy okaże się, że jednak nie jest w tym świecie mile widziany ;)

Ale to jest właśnie clou tematu. Jeśli weźmiemiemy doświadczernia autora, jako swoistego pariasa, będącego gdzieś na granicy męskości, to czy serio nam potrzebny kolejny model do którego kolejne pokolenia nie będą się w stanie dopasować bo realia się zmienią? Bo jak dla mnie to właśnie tak wychodzi - najlepsza męskość to jej brak. Czytaj żyjesz tak aby ci było fajnie, a nie próbując spełnić jakąś bezsensowną lub wręcz nierealistyczną normę społeczną.

Problem polega na tym, że myślenie w taki sposób jest bardzo utopijne. Możemy sobie wyrugować męskośc jako kategorię, proszę bardzo. Możemy sobie wyrugować całkowicie nawet kategorię kobiecości (co w sumie jest w takiej sytuacji wyłącznie uczciwe, bo skoro nie ma męskości, to kobiecości też być nie powinno). Tylko że to jest dyskurs akademicko-felietonistyczny, a rzeczywistość będzie istniała niejako obok. A w tej rzeczywistości chłopakom nadal będą się podobały dziewczyny, dziewczynom będą się podobali chłopcy, dziewczyny będą zwracały uwagę na pewne cechy u pewnych chłopaków, reszta będzie się nadal próbowała przypodobać i wpasować we wzorce, potem okaże się jeszcze, że osoby posiadające pewne cechy charakteru czy zachowania osiągają większe sukcesy i są lepiej postrzegane, ci inni mniej. Niektórzy postanowią te wzorce świadomie odrzucić, inni będą wiecznie nieszczęśliwi, że nie mogą wpasować się we wzorzec i miną lata, zanim dojdą do jakiegoś wniosku czy znajdą coś dla siebie.

To jest zresztą dokładnie ten sam obszar, co "kim jesteśmy, dokąd zmierzamy, po co tu jesteśmy?" – tylko w odniesieniu do tego "kim jestem jako jednostka, kim jestem w odniesieniu do społeczeństwa, jaka jest moja rola, co zrobić, żeby znaleźć szczęście?"

Inaczej zawsze będzie branie kobiecości i tworzenie na jej podstawie wzorca męskiego.

Zabawne jest to, że to męskość należy wyrzucić, ale kobiecość robi się opcją domyślną. Mam ochotę ironicznie zaoferować, że może powinniśmy w takim razie pozbyć się kategorii kobiecości – wszak jeśli nie ma pozytywnych cech męskich, bo są po prostu ludzkie, tak samo nie ma też pozytywnych cech kobiecych. ;)

Poza opcjami "zabić męskość" i "stworzyć męskość w analogii do kobiecości" jest jeszcze trzecia możliwość – stworzyć pojecie męskości opartej na własnym systemie przekonań, na poczuciu własnej wartości, na tym, co działa dla danej osoby. Niektórzy mogą stwierdzić, że to nic innego jak zabijanie męskości – rzecz w tym, że dopóki istnieje społeczeństwo oparte na płciach, dopóki istnieją związki romantyczne, dopóki istnieją jakiekolwiek różnice, kategoria "mężczyzna" jest potrzebna.

Zarazem w interesie nas wszystkich jest zadbanie o to, by kategoria "mężczyzna" była pozytywna, wspierająca i inkluzywna, a zarazem by młodym ludziom chciało się do niej aspirować. Bo o ile fajne jest myślenie utopijne, o tyle każdego dnia miliony młodych mężczyzn zadaje sobie pytanie o to, kim i jacy chcą być. Powiedzenie im, że powinni zabić swoją męskość, naprawdę nie jest rozwiązaniem. Oni wybiorą łysego kolesia, który im powie, że chcą być właścicielem nowego Gallardo ;)

Ale skąd tyrania, zimny chów czy alkoholizm wzięły? Czy przypadkiem nie z zapijania problemów(bo prawdziwy facet ich nie ma) czy też chowania za agresją włąsnych błędów i demonów wojny?

Że są toksyczne(i to dobre określenie, choć mocno zdewaluowana). Nie dla kobiet czy dzieci. Dla samych facetów, którzy zamiast nauczyć się odkorkować emocje i poradzić sobie nimi, wybierają ucieczkę. Bo innej drogi nie znają lub ta wygląda dla otoczenia na zbyt niemęską.

To, że określamy to teraz mianem toksycznych zachowań i przypisujemy im takie, a nie inne oceny moralne to analiza wsteczna, która jak wiemy jest zawsze skuteczna. I to, że w zasadzie mamy moment w historii, gdzie możemy zatrzymać się i zastanowić nad tym zagadnieniem, bo określonego wzorca nie wymusza już na nas rzeczywistość, w której żyjemy. Dziś możemy wyrażać siebie i swoją tożsamość stosunkowo swobodnie. Sto lat temu taka propozycja byłaby dość karkołomna.

Słusznie zauważasz, że te problemy wzięły się z konieczności i z realiów. Moim zdaniem jednak błędem jest przypisywanie ich męskości – nie jest winą mężczyzn, że społeczeństwo, w którym żyli, stawiało wobec nich właśnie takie oczekiwania. Nie jest winą mężczyzn, że dostali wówczas takie, a nie inne narzędzia do radzenia sobie z tymi problemami. Winienie męskości za to, że mężczyźni wychowani w taki, a nie inny sposób zachowują się tak, jak zostali wychowani… No nie, nie wygląda to za dobrze.

Syn swojego ojca żyje w innych realiach, ma też inne narzędzia, wie znacznie więcej o pewnych mechanizmach i wielu błędów uniknie, za to popełni własne. Albo na przykład podejmie decyzję, jakiej nie mógł podjąć jego ojciec – że nie zamierza mieć dzieci i nie popełni żadnych błędów, bo nie będzie miał ku temu okazji. Zdecyduje, że swoje problemy rozwiąże na terapii, nie w butelce. Męskość będzie realizował na przykład dbając o swoją kondycję i zdrowie, a nie wyjściami "na ryby" z kolegami.

Łatwo jest wziąć coś i skrytykować(a i jest co) czy znaleźć winnego. Trudniej zbudować.

Strzał w dziesiątkę. ;)

Podobnie jak wszystko, co następuje pod spodem.

A przecież faceci są różni, będą ci ze spektrum twardzieli, ci pośrodku, oraz ci wrażliwi. I każdy z nich jest normalny i okej. Mało tego szukając partnerki czy partnera trafią na takie same spektrum osobowości i nic nie stoi na przeszkodzie aby tworzyć szczęśliwe związki i mieć potomstwo(choć w przypadku gejów biotechnologia musi jeszcze popracować). I tego bym sobie życzył a nie bezproduktywnego zajmowania się co jest na prawdę męskie a co nie.

I pod tym mogę się podpisać wszystkimi kończynami. Dodałbym jeszcze, że mężczyźni powinni nauczyć się jednej cennej rzeczy – wspierać się nawzajem zamiast włazić na górę po plecach pozostałych i stawiać swoją męskość w kontrze do innych.

Natomiast w nawiązaniu do powyższego – o to mi właśnie chodzi gdy mówię o modelu męskości na miarę XXI wieku. Nie chodzi mi o to, by Edmonda Dantésa zastępować jego współczesną wersją, żeby tworzyć jakiś niedościgniony wzór. Chodzi o to, że w dzisiejszych czasach młodzi faceci są zagubieni – tradycyjne i konserwatywne modele rozpadają się na ich oczach, a nie powstaje nic nowego. Ze wszystkich stron słyszą kompletnie sprzeczne komunikaty, każdy ciągnie ich w swoją stronę. Nie wiedzą co jest atrakcyjne, co nie jest, co jest męskie, co jest niemęskie. Szukają sobie miejsca, ale wszędzie są postrzegani jako niechciani.

Chodzi mi o to, żeby zbudować właśnie taki pozytywny wzorzec męskości – że męskość nie musi oznaczać sześciopaka. Że męskość to nie jest sposób ubierania się, męskość to nie jest ociekanie testosteronem. Możesz być mężczyzną, gdy lubisz poezję śpiewaną i karmisz małe kotki, możesz też być mężczyzną, gdy chodzisz na siłownię i bijesz rekordy. Wzór promujący męskość nieagresywną, męskość wspierającą ludzi wokół. Męskość skupioną na swoim dobrobycie, na dbaniu o własne zdrowie, na byciu w kontakcie z własnymi emocjami.

Tego nie ma, tego bardzo mocno brakuje, zwłaszcza teraz.

1