Kraków dla turystów, rachunki dla mieszkańców
Właśnie przelałem właścicielowi mieszkania opłatę za kolejny miesiąc najmu. Tym razem kwota była wyższa o nową wartość opłaty za wywóz śmieci. Niby „tylko” 35 zł od osoby, ale to wzrost o ponad 30%. I właśnie o ten mechanizm chodzi - nie o wysokość kwoty, ale o systematyczne przerzucanie kosztów na mieszkańców, którzy w tym mieście żyją na stałe, płacą podatki i utrzymują infrastrukturę.
Mieszkam w ścisłym centrum Krakowa, pięć minut spacerem od Rynku. Za ten przywilej, poza wyższym czynszem, płacę też inną cenę: sąsiedztwo najmu krótkoterminowego, w szczególności imprezowego Airbnb, czyli hałas i bałagan w częściach wspólnych, ale też dodatkowa ilość śmieci, które są później rozliczane na całą wspólnotę.
Spacerując po centrum, mijałem dziś dziesiątki turystów - w parach, grupach, z przewodnikami lub bez. Są tu na chwilę. Może trzy dni, może tydzień. Zostawią trochę pieniędzy u „lokalnych przedsiębiorców”, czasem zapłacą za bilet, czasem nie - raczej zamiast kary, dostaną od kontrolera darmową lekcję obsługi biletomatu co samo w sobie nie jest takie złe, w końcu słyniemy z gościnności. Wieczorem prawdopodobnie dorzucą pracy miejskim służbom sprzątającym, zostawiając po sobie ślady pod jedną z kamienic. Ale to nie oni zapłacą za ten syf. Zapłacimy my - mieszkańcy.
I oni może wrócą. Za parę lat. Bo Kraków jest nadal tani. Taniej niż Barcelona (gdzie można stracić telefon), Lizbona (do której trzeba się przesiadać) czy Amsterdam. A właśnie przykład Amsterdamu najbardziej boli. Tam, podobnie jak u nas, długo stawiano wszystko na turystykę. Aż w końcu zauważono, że miasto to nie atrakcja turystyczna, tylko miejsce do życia. Wprowadzono ograniczenia czy dodatkowe koszty tylko dla turystów - 12,5% opłaty turystycznej za dobę noclegu. Kraków? Od 2016 roku - okrągłe zero. Zero procent. Od ponad 1,5 miliona zagranicznych turystów rocznie, którzy przyjeżdżają tu głównie na tani melanż, zostawiają po sobie syf i wracają do siebie, a my zostajemy z kosztami.
I nawet jeśli dziś mówimy „tylko” o 8 zł więcej za śmieci, to nie są te 8 zł najważniejsze. Chodzi o zasadę. Dlaczego to mieszkaniec ma ponosić koszty czyjejś weekendowej zabawy?
Jak długo jeszcze? Jak długo mamy godzić się na bycie zapleczem hotelowym Europy jeszcze Wschodniej, które nie potrafi obciążyć turysty choćby symboliczną opłatą, ale bez mrugnięcia okiem podnosi rachunki mieszkańcom? Kiedy Kraków wreszcie doczeka się prezydenta, który będzie lokalnym patriotą?
Posted Sep 28, 2025, 1:30 PM UTC