Węgry: wicepremier chce uniemożliwić legalną korektę płci. Kolejny atak rządu Orbana na osoby LGBTQ
queer.pl/news/204239/wegry-wicepremier-chce-u...Posted Apr 2, 2020, 9:08 AM UTC
Posted Apr 2, 2020, 9:08 AM UTC
Grubo, nawet nasi tak daleko nie idą.
Bo jeszcze kaczor nie ma władzy absolutnej.
biedne LGBTQWERTY, cały świat ich atakuje. Oh wait...
W polsce mamy w sumie coś podobnego. Osoby po prawnej korekcie płci mają niby ten znaczek w dowodzie zmieniony, ale w akcie urodzenia istnieje to tylko jako poprawka, adnotacja. Widoczne jest więc że osoba jest po korekcie i taki urzędnik ma wgląd do tego kiedy tylko zechce.
W ogóle niepodobne do siebie rzeczy. Jak można porównywać do siebie całkowity zakaz i zaledwie ślad w papierach? Który nie prowadzi automatycznie do stygmatyzacji skoro żaden człowiek z ulicy nie może bez powodu przeglądać sobie twoich aktów s. c. , a jest konieczny ze względu na to, że osoba po korekcie płci nie staje się w jej momencie nową osobą i konieczny jest jakiś dowód ciągłości osobowości prawnej. Bez tego np. dzieci osób transpłciowych byłyby zupełnie pozbawione ochrony prawnej pod względem stosunków rodzic-dziecko, ponieważ każdy sąd z automatu oddaliłby powództwo o np. zaprzeczenie ojcostwa wytoczone wobec kobiety.
całkowity zakaz
A artykuł był czytany? Mowa tu jedynie o prawnym utrudnieniu/uniemożliwieniu tego procesu. O korekcie fizycznej nie ma słowa.
skoro żaden człowiek z ulicy nie może bez powodu przeglądać sobie twoich aktów s. c
Tak samo żaden człowiek z ulicy nie może zaglądać ci w dowód osobisty
Bez tego np. dzieci osób transpłciowych byłyby zupełnie pozbawione ochrony prawnej pod względem stosunków rodzic-dziecko
To już jest akurat wina polskiego prawa i w innych krajach nie ma z tym problemu. Tak samo polska jest chyba jedynym krajem na świecie w którym żeby dokonać korekty prawnej trzeba pozwać własnych rodziców.
I jest jednym z niewielu krajów gdzie musisz wziąć rozwód żeby skorygować płeć. Nawet jak związek jest szczęśliwy i udany.
To też.
Rzeczywiście nie ma mowy o całkowitym zakazie tylko o prawnym uniemożliwieniu. Ach ta semantyka xD. A propos drugiego argumentu oczywiście że łatwiej jest zajrzeć komuś w dowód niż w akta stanu cywilnego. Argument totalnie nietrafiony, ponieważ oczywiste jest że osoba transpłciowa mierzyłaby się z dużym dyskomfortem przy każdej wizycie w banku, legitymowaniu przez policję itd. gdyby w dowodzie osobistym zachować jej prawną płeć sprzed korekty. A propos trzeciego no tak najłatwiej jest powiedzieć że polskie prawo jest chujowe i tyle. Co do pozywania rodziców w stosunkach rodzic-dziecko to nie powielajmy ignoranckiego "NO JAK TAK MOŻNA RODZICA POZWAĆ!!!!1!" skoro ma to tylko na celu zapewnienie automatycznego uczestnictwa którejkolwiek ze stron w procesie.
Rzeczywiście nie ma mowy o całkowitym zakazie tylko o prawnym uniemożliwieniu. Ach ta semantyka xD
Jak można porównywać do siebie całkowity zakaz i zaledwie ślad w papierach?
To twoje słowa.
Argument totalnie nietrafiony, ponieważ oczywiste jest że osoba transpłciowa mierzyłaby się z dużym dyskomfortem przy każdej wizycie w banku, legitymowaniu przez policję itd.
Jak już mam się czepiać semantyki to nie są to pierwsze lepsze osoby z ulicy. No i odnosząc się do trzeciego argumentu:
A propos trzeciego no tak najłatwiej jest powiedzieć że polskie prawo jest chujowe i tyle.
A co z dyskomfortem którego tak zaciekle bronisz? Śmierdzi tu trochę hipokryzją.
W dodatku pozywanie rodziców jest poniżające i tak, polskie prawo jest chujowe. Po to walczą ludzie i organizacje LGBT żeby je zmienić. W dodatku uczestnictwo jest tylko na papierze, bo rodzice wcale nie muszą się stawiać fizycznie w sądzie, a nawet mogą zignorować całkiem papiery z sądu.
Generalnie to nie tylko oni chcą tego zakazać. W USA kilka stanów też nad tym pracuje, albo pracowało nim rozpoczęła się epidemia.
Sprawa ma się raczej prosto. Zostawić wybór osobie ale przestać nazywać to zmianą płci. Płci zmienić się nie da, można zmienić swój wygląd, oszukać swój organizm toną hormonów ale poza tym, to w zasadzie jest to zabawa w przebieranki z skalpelem.
Orban jest dyktatorem, tak samo zresztą jak Jarek K. Będą chcieli to zrobić, to, to zrobią.
Gdyby społeczność zafascynowana w tego typu operacjach i metodach akceptacji siebie przestała forsować pomysł, że płeć jest rzeczą płynną to najprawdopodobniej tego typu zabiegi byłby dostępne i co najwyżej kontrowersyjne na poziomie dużych zmian fizycznych jakie po nich zachodzą. Ot, kolejna fanaberia na przestrzeni lat. Natomiast jeżeli będzie się to uporczywie nazywać zmianą płci itd, dopisywać do tego ideologie zaprzeczające zdrowemu rozsądkowi i generalnie uznanej wiedzy medycznej to będą rządy prawicowe a i lewicowe chcące zlikwidować samą możliwość operacji.
Nikt poważny nie nazywa tego "zmianą płci", tylko korektą. Taki proces to jedyna pomoc z dysforią płciową według generalnie uznanej wiedzy medycznej, a badania pokazują że trans osoby ze skorygowanymi papierami są bezpieczniejsze i lepiej się czują.
Używanie słowa płeć w przypadku takich zmian jest mylące legislacyjnie i społecznie.
Jasne, kobiety robią sobie operacje piersi po np przejściu raka piersi, czy zwyczajnie dla własnej satysfakcji i większej akceptacji, mężczyźni zmieniają to i owo w kwestii członka czy innych części ciała i czują się po tym lepiej. Po to wymyślono te operacje, by podnieść swoją "wartość" w swoich i cudzych oczach i zwalczyć efekty niektórych chorób.
Pewnie ten sam efekt zachodzi w osobach trans ale przez to, że pcha się za tym skojarzenia związane z płcią, to dochodzi do ogromnych konfliktów w społeczeństwie i prawie. Lekkoatletyka jest tego świetnym przykładem gdzie mężczyźni przechodzili operację/terapię hormonami by upodobnić ich do kobiet i potem startowali w zawodach kobiecych młócąc kompletnie wszystkie konkurentki. To jest niezdrowe.
Tak jak mówiłem w pierwszym poście. Możliwość samej operacji niech zostanie, jasne, nie szkodzą nią nikomu a jak sam powiedziałeś, osoby z dysforią czują się po niej lepiej. Natomiast słowo płeć nie powinna pojawiać się nigdzie w pobliżu ze względu na to, że poprzez skalpel,hormony i terapię absolutnie nikt nie przeskoczy opłotka jaki postawiła nam biologia przy poczęciu.
Zdajesz sobie sprawę że przy poczęciu nie ma nic poza chromosomami co decyduje o płci? Albo że od poziomów hormonów niezależnie od etapu życia zależy gęstość mięśni, ułożenie ścięgien, metabolizm? Słowo płeć jak najbardziej powinno być korygowane, ponieważ osoby po terapii hormonalnej mają więcej cech płciowych właściwej płci niż nadanej przy urodzeniu. Co jest ważne, np. podczas leczenia chorób sercowych czy nowotworów.
Ostatnie moje zdanie w poprzednim poście było metaforą więc czepianie się go jest conajmniej niepoważne.
Płeć tak czy siak gdzieś po drodze od poczęcia do narodzin się formuje. Jasne, że od poziomu hormonów zależy rozwój człowieka, tutaj nic nowego nie odkryto. Są osoby uboższe w hormony i takie z nadmiarem ale nadal ich płeć przez to nie ulega zmianie. Będziemy mieli zwyczajnie mężczyznę z mniejszymi cechami przypisanymi do płci i analogicznie kobietę. Terapie hormonalne stosowane są od dawna ale nikt nie zmienia dzięki nim magicznie płci. Najczęściej wspomagają one poprawny rozwój dzieci.
Skrajne przypadki tych schorzeń są znikomą częścią społeczeństwa i nie próbują one szachować przypisanymi do nich nazwami, tylko wyleczyć się i żyć normalnie.
Znaczną większość osób, której klasyfikują się jako trans najzwyczajniej nie ma tych schorzeń, to jest ich świadomy wybór niemający żadnych podstaw medycznych a tylko i wyłącznie psychiczne lub w ogóle żadnych, i wtedy jest to decyzja równa operacji piersi itd o których wspominałem. A w takich wypadkach, najpierw należy szukać pomocy psychologów i psychiatrów, następnie takie osoby kierują leczeniem.
Stąd słowo "płeć" absolutnie nie powinna mieć nic wspólnego z zabiegami jakimi Ci ludzie przechodzą. Jest to zmiana wyglądu w skrajnych przypadkach, możliwa regulacja lub rearanżacja hormonów w innych ale nadal nie zmienia to płci zainteresowanego.
Ja bym się nie skupiał tak na samym nazewnictwie, bo jest to sprawa drugorzędna.
Ale fakt, że płeć psychiczna jest czymś wymyślonym w czyjejś głowie, jak bóg aka dziadek w chmurce np sprawia że wrzucam dwie sprawy do podobonej kategorii.
Jasne, że nie będę zabraniał ludziom na Filipinach przybijać się do krzyży, ale nie uważam tego za mądry wybór i myślę że lepiej by wyszli na analizie własnego wnętrza niż niszczeniu własnego ciała.
Porównywanie dość istotnego elementu tożsamości człowieka, którą ma każdy do metafizycznego poglądu nie jest zbyt trafne. Sugerujesz że trans osoby niszczą swoje ciała?
Nie czuję żebym miał coś takiego, a definicja która jest na wikipedii brzmi dla mnie jak mieszanka uczuć i stereotypów. Dla niektórych wiara w boga też jest ważna, mogą powiedzieć że czują się "dziećmi bożymi" itd. Boga dalej nie ma, więc nie są jego dziećmi.
Myślę, że wszelkie nieuzasadnione (w świecie fizycznym, żeby nie powiedzieć rzeczywistym) głębokie ingerencje w ciało są czymś raczej szkodliwym niż pomocnym.
Ale jeżeli uważasz że każdy to ma to powiedz mi na czym polega uczucie bycia mężczyzną/kobietą i dlaczego / skąd wiesz że jest to uczucie zarezerwowane tylko dla jednej z płci. Zakładając, że nie wynika stricte z ciała fizycznego.
Nie musisz czegoś czuć żeby to było zbadanym przez naukowców elementem ludzkiej psychiki. https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC6677266/
Wiara, nie ważne jak mocno wierzysz dalej jest poglądem.
Generalnie to nie tylko oni chcą tego zakazać. W USA kilka stanów też nad tym pracuje, albo pracowało nim rozpoczęła się epidemia.
Nie zakazać tylko ograniczyć. Konkretnie aby terapia hormonalna była dopiero od 18 roku życia lub podobne przepisy. Nie mogą tego zakazać całkiem bo jednak USA to nie jest dzicz i respektują wolność i prawa człowieka.
Sorry, ale jeśli nazywasz osobę uważającą się za kobietę, z kobiecymi piersiami, waginą, kobiecą budową twarzy, per facet, albo vice versa, to dla mnie to jest o wiele bardziej mylące niż nazywanie operacji zmiany wszystkich elementów kojarzonych z płcią, jako operację zmiany płci.
Bądźmy szczerzy, nikt się przy wyborze partnera nie pytał "hej mała, jakie tam masz chromosomy ;) Och, jakie fajne XX :D". Te gadanie to typowe szukanie problemów w niczym.
I tu właśnie ucieka Ci kompletnie sens tych zabiegów. Mężczyzna, który przeszedł te zabiegi nie staje się kobietą dzięki nim. Piersi>sztuczne, Wygląd>sztuczny, Wagina? Cóż, coś co imituje pewne cechy tego organu.
To wszystko sprawia, że imitujesz płeć, do której się nie należy. Oczywiście, jeżeli nie wiesz, że ktoś przeszedł tą operację, nazwiesz go tą płcią, na którą wygląda ale to jest tak jak przebieranie się za swojego brata albo siostrę, zrobisz to dobrze, nazwą Cię imieniem brata/siostry ale czy jesteś tą osobą? NIE.
A skoro to wszystko, to imitacja, tylko bardzo przekonywująca, nie ma żadnych podstaw by jakkolwiek zmieniać społecznie i prawnie dane tej osoby. Nabierzesz się na jej/jego przebieranki? Cóż, twoja sprawa.
Właśnie ta chorobliwa chęć rearanżacji świata to jest szukanie problemów tam gdzie ich nie ma, próbowanie fikcyjnego "ułatwienia" sobie drogi i zmuszenia wszystkich wokół do udawania, grania w swoją grę, zmiany zasad ogólnie przyjętych a nie raniących w kwestii samego naturalnego występowania płci. To są w gruncie rzeczy problemy psychiczne wynikające czasami z rodzinnych środowisk, z braku wsparcia w młodym wieku, z materiałów, które osoby przerzucają na necie. Do tego wszystkiego dochodzi wszechobecna poprawność polityczna, która jest tylko maskowaniem słabych umysłów niezdolnych do krytycznego patrzenia na świat i przyjmowania porażek, przeciwieństw w sposób uczący.
Czyli chcesz mi powiedzieć że jeśli kobieta przejdzie taką operację, będzie miała penisa, to związek faceta z taką kobietą byłby hetero, no bo "to tylko imitacja"?
Sorry, ale osoba po operacji to kobieta pod praktycznie każdym względem oprócz chromosomów.
Jeśli zasady by nie raniły, to osoby nie chciałyby zmienić płci. Jeśli ktoś chce być kobitą, i w 99% przypadków nie dałoby się go odróżnić od kobiety, to równie dobrze można go uznać za kobietę. Cywilizacja powinna dążyć do tego by było ludziom jak najlepiej, a bycie inną płcią nikomu krzywdy nie robi.
Ta kobieta nie będzie miała penisa, będzie miała coś co go przypomina. Taki "High end strap-on".
Zapraszam do odpowiedzi wyżej, które pisałem. Koncept płci uformował się z naturalnych mechanizmów przetrwania gatunku czyt. mężczyzna nie urodzi dziecka, kobieta nie zapłodni mężczyzny.
Związek kobiety, która upodobniła się do mężczyzny z mężczyzną jak najbardziej jest hetero. Nie potrzeba do tego filozofii, wystarczy przypomnieć sobie, że jedna z tych osób została pocięta skalpelem, napchana hormonami itp by upodobnić się do drugiej płci i czasami w drodze tych zabiegów nawet poświęciła swoją zdolność do rodzenia dzieci.
Tak myślisz? Nikomu krzywdy nie robi? Nie narusza to świata kobiet/mężczyzn? Aktywności i relacji z tymi światami związanymi? Norm społecznych, związków.
To są poglądy anarchiczne.
" korektę płci "
Tak
Tak jest napisane przecież
Widzę, tylko się dziwie troche.
Pewnie dlatego, że taka operacja/terapia jest na tyle znaczącą, że ciężko ją uznać tylko za korektę. Domyślam się, że intencją używania zwrotu "korekta" zamiast "zmiana" jest podkreślenie, że przed poddaniem się operacji dana osoba i tak była płci, z którą się utożsamia - a terapia miała na celu dopasowanie do niej niektórych cech fizycznych
Taka jest oficjalna nazwa operacji.
Nie do końca, to nazwa całego procesu, różne operacje mają swoje nazwy :P
no i fajnie jebać dzikusów
No to gdzie i kiedy możemy cię jebać, dzikusie? Będzie fajnie:)
To dopiero początek odkąd stał się autokratycznym władcą Węgier. To nie jest już demokracja.