Hej!
Sytuacja następująca: remontuję mieszkanie, ale wykończeniowca wiecznie nie ma (czasem kilka tygodni pod rząd, a ostatnio pracuje maks. 2-3 dni w tygodniu). Remont zamiast trwać 4.5 miesiąca, ciągnie się już 8. miesiąc, a facet niechętnie podchodzi do zobowiązania się, że skończy do końca stycznia (czyli w pełnych 9. miesiącach).
Przy każdej interakcji biadoli coś o trudnej sytuacji rodzinnej, deklaruje chęć dokończenia, i ogółem mam wrażenie, że próbuje wymusić współczucie. Często odpisuje z dużym opóźnieniem (np. 16-24h), a dodzwonić się do niego było ostatnio trudno. Nie chcę koczować w mieszkaniu bez łazienki podczas własnego urlopu, ale zaczynam to rozważać.
Nie pytam o porady p